łzy

Czas na łzy!

Jesteśmy specjalistami od przepraszania za łzy. Płaczemy, a potem przepraszamy. Rodzinę, znajomych, partnerów, każdego kto stanie się świadkiem naszego „rozklejenia”. I dzieje się to zupełnie automatycznie. Nie wiemy nawet sami do końca, dlaczego przepraszamy, ale słowa te same cisną się na usta. „Przepraszam, nie powinnam płakać”, „przepraszam, nie powinieneś mnie widzieć w takim stanie”, „przepraszam, nie chcę cię obciążać moimi problemami”… Jeśli jakimś cudem nie przeprosimy, zazwyczaj i tak dopadają nas wyrzuty sumienia, że daliśmy się zobaczyć w tym niepożądanym stanie.

Czy jest ktoś, kogo nie przepraszamy za łzy?

Gabinet psychologa, czy psychoterapeuty jest jednym z nielicznych, szczególnych miejsc, w którym ludzie wyjawiają absolutnie całą prawdę o sobie i swoim życiu. Bardzo często wiąże się z tym dużo cierpienia. Opowiadają o bardzo bolesnych sprawach, o swoim niekorzystnym samopoczuciu, wypowiadają na głos wszytko to, co nie daje spokojnie funkcjonować. Mają poczucie, że w tym miejscu nie muszą niczego udawać. To bezpieczeństwo poniekąd sprawia, że wraz ze słowami i emocje w końcu mogą znaleźć ujście.  Nie rzadko tą ekspresją jest wybuch szczerego  płaczu. I nawet tutaj, pomimo tego, że jesteśmy w stanie wyznać najskrytsze sekrety, opowiedzieć o wszystkich słabszych momentach naszego życia, za same łzy przepraszamy i szybko je wycieramy. Dlaczego, skoro w tym miejscu mamy pełne przyzwolenie na łzy?

Dlaczego tak się dzieje?

Ten automatyzm może świadczyć o tym, że mamy zakorzenione silne przekonania o znaczeniu łez. Nie koniecznie uświadomione i co najważniejsze, niekoniecznie nasze własne. Jeśli ktoś na którymkolwiek etapie naszego życia wmawiał nam, abyśmy zamiast płaczu brali się garść, to jakichkolwiek intencji by nie miał, była to jego wizja świata, nie nasza. Rodzice zabraniają dzieciom płakać z różnych powodów. Bo ich to drażni, bo „trzeba być silnym”, bo sami nie wiedzą, w jaki inny sposób ulżyć dziecku. Nie można płakać i koniec. Ta nauka szybko wchodzi nam w krew. Później, w dorosłym życiu, gdy płacze np. nasz przyjaciel, mówimy „nie płacz, wszystko będzie dobrze”. I tym razem to już my zabraniamy. Może nie wiemy jak pomóc,  może dla nas samych jest to zbyt bolesne, a może po prostu nie jesteśmy nauczeni radzenia sobie w trudnych emocjonalnie sytuacjach? Być może ktoś nieustannie nie pozwalał nam na reagowanie w naturalny, intuicyjny, zgodny z naszym wnętrzem sposób? Może warto w takich chwilach się zatrzymać i zanim przeproszę lub zabronię komuś płakać, zastanowię się, dlaczego to mówię? Dlaczego nie pozwalam sobie i innym na łzy? Czy to jest „moje”, czy ja faktycznie się z tym zgadzam? Jakie to może przynieść konsekwencje?

Czym są dla nas łzy?

Jedną z najczęstszych odpowiedzi, dlaczego nie pozwalamy sobie na łzy jest przeświadczenie, że łzy to słabość. A kto chce być słaby? Większość z nas została wychowana w przekonaniu, że należy być silnym wobec wszelkich przeciwności… Pomijając już sensowność tego stwierdzenia, zobaczmy jaki pojawia się tu paradoks.  Sformułowanie „nie mogę płakać, muszę być silny”, jest w pewnym sensie zaprzeczeniem samym w sobie. Nie pozwalając sobie na łzy, tracimy szansę na wyładowanie i oczyszczenie się z emocji, które są powodem naszego cierpienia. Kumulujemy wszystko w sobie, co w efekcie pozbawia nas sił, a nie wzmacnia. Więc jeśli naszym celem jest radzenie sobie z problemami przy zachowaniu większej równowagi emocjonalnej, powinniśmy dać sobie przyzwolenie na upust emocji.

Dlaczego płacz dodaje nam sił?

Istnieją trzy rodzaje łez. Łzy podstawowe i odruchowe chronią przede wszystkim naszą gałkę oczną. Zaś łzy emocjonalne chronią nas właściwie w całości. To dzięki nim dziecko od narodzin jest w stanie zakomunikować o swoich podstawowych potrzebach, zarówno fizjologicznych jak i bliskości. Płacze aby przetrwać i ochronić swoje własne życie, w poczuciu jak największego bezpieczeństwa. Dlatego jako rodzice – pamiętajmy o tym, aby pozwalać dziecku naturalnie, instynktownie reagować. W pierwszych etapach życia jest to w końcu jedyna forma komunikacji. Jeśli poprzez swój płacz dziecko będzie osiągało to, czego potrzebuje, czyli ulgę i poczucie bezpieczeństwa, wtedy w dorosłym życiu prawdopodobnie również nie będzie gromadziło swoich emocji we własnym wnętrzu, lecz pozwoli sobie na swobodną, zdrową ekspresję.

Wodospad negatywnych emocji

Płacz zazwyczaj jest związany z emocjonalnym bólem, występującym w wyniku doświadczenia przykrych dla nas sytuacji. Zauważmy, co się dzieje, gdy w naszym życiu ma miejsce bardzo dotkliwe wydarzenie, na przykład związane ze śmiercią bliskiej osoby. Organizm dostaje wtedy sygnał, że musi się przełączyć na tryb gotowości do działania w sytuacji zagrożenia, co wiąże się z emocjonalnym odcięciem. Między innymi dlatego właśnie osoby pogrążone w żałobie w pierwszych dniach po śmierci bliskiej osoby są w stanie pozałatwiać wszelkie formalne sprawy związane z pogrzebem. Tak samo dzieje się w innych, bardzo stresujących sytuacjach. Gdy trzeba „walczyć” z zagrożeniem, zarówno nasz umysł, jak i ciało jest w stanie wysokiego napięcia. Gdy ono mija, następuje moment, kiedy nasz organizm podpowiada nam, że teraz możemy zająć się emocjami, teraz jest czas na łzy. Ten płacz bywa wręcz fizycznie bolesny, tak jak by był nierozerwalnie połączony z dotkliwą emocją, która chce się wydostać na zewnątrz. Gdy płacz już mija, nasze ciało jest bardziej rozluźnione, uspokojone, oddech się wyrównuje. Nierzadko ulga jest na tyle duża, że przychodzi ochota na sen, co wcześniej było niemożliwe. Silne, negatywne emocje mają tak dużą moc, że mogą prowadzić do wewnętrznej utraty kontroli. Płacz natomiast ma za zadanie ustabilizowanie nastroju. Wyobraźmy sobie teraz, co może dziać się z naszym organizmem, gdy sobie na ten upust nie pozwalamy i w dodatku robimy to regularnie? Osoby opowiadające o przeżytych epizodach depresji wspominają, że względnie dobrze było dopóki jeszcze pojawiał się płacz, zaś najcięższych chwil doznawały wtedy, gdy łzy przestawały lecieć pomimo ogromu bólu znajdującego się w środku.

Katharsis

Miewamy takie chwile, że gdy jest nam bardzo smutno, nie szukamy rozweselaczy, lecz intuicyjnie sięgamy  po melancholijną muzykę lub film z kategorii wyciskaczy łez. Czujemy, że chcemy pozostać w tym stanie, posmucić się dłużej, że na tę chwilę jest to nasza naturalna potrzeba, zgodna z naszym Ja. Płaczemy ile chcemy, ile potrzebujemy, a potem powoli wracamy do równowagi, lecz już z poczuciem wewnętrznego oczyszczenia. To oczyszczenie, wewnętrzne katharsis ma również swoje podstawy biologiczne. Badania naukowe wskazują, że łzy emocjonalne zawierają wyższy poziom hormonów stresu, endorfin oraz naturalnych substancji przeciwbólowych. Być może również stąd wynika poczucie dużej ulgi.

Znak ostrzegawczy

Z punktu widzenia socjobiologicznego, łzy mogą być odruchem społecznym sygnalizującym innym, że jesteśmy w pewnym niebezpieczeństwie i potrzebujemy pomocy. I dobrze jest pamiętać o tej funkcji, aby być czujnym i wrażliwym na płacz innych osób, które mogą w ten sposób dawać znać, że potrzebują rozmowy. Dajmy im wtedy popłakać i zwyczajnie się „wygadać”. Nie musimy być specjalistami od fachowej pomocy, nie musimy się trudzić w poszukiwaniu rozwiązań.  Wystarczy, że będziemy dobrymi słuchaczami i wykażemy empatię. To już jest bardzo duża pomoc i może przynieść sporo ulgi cierpiącej osobie.

Pozwólmy sobie na łzy

Łzy mają potężną, oczyszczającą moc. Pozwólmy sobie więc na nie. Płaczmy, jeśli czujemy że nasz organizm właśnie tego potrzebuje. Nie zabraniajmy też płakać innym. Zamiast wstrzymywać czyjeś łzy, zaakceptujmy je, dajmy się wypłakać. Zamieńmy słowa „nie płacz”, na „przy mnie możesz płakać, ile potrzebujesz”. Być może fakt, że ktoś pozwala sobie przy nas na łzy jest oznajmieniem, że darzy nas zaufaniem, że czuje się przy nas bezpiecznie? Zabranianie może sprawić, że poczuje się odtrącony i pozostawiony ze swoimi problemami sam.  Płacząc, nie musimy niczego udawać, jesteśmy całkowicie szczerzy i w zgodzie z nami samymi. Obserwujmy siebie w tym stanie, zobaczmy, jak duże znaczenie terapeutyczne mogą nam przynieść własne łzy. Jeśli jednak płacz jest zbyt częsty, niepokojący i kojarzymy go ze źródłem nieustającego cierpienia, pamiętajmy o możliwości zwrócenia się po profesjonalną pomoc.

 

Previous

Nadwrażliwcy w świecie liderów

Next

 Home office w pandemicznej izolacji, czyli efekty wymuszonej elastyczności

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Check Also